Ośrodek 'Brama Grodzka - Teatr NN'

90 lat Rządu Ludowego - scenariusz widowiska na Placu Litewskim

napisał Marcin Wroński

SCENA 1 – Fontanna (Sobór)

PRZEWODNIK prowadzi widzów w stronę fontanny. Staje na murku fontanny i objaśnia, że w tym miejscu stał zbudowany w 2. poł. XIX w. prawosławny sobór dla administracji carskiej. Gdy mówi, w wchodzą CYWILE Z 1918.

CYWILE: Uwo-lnić wię-źniów polity-cznych! Uwo-lnić wię-źniów polity-cznych!

CYWILE nakłaniają widzów, żeby skandowali wraz z nimi. Nie muszą być mili: „Czego pan nie krzyczysz?! Polak pan nie jesteś?!” i inne takie.

WOJDALIŃSKI (spycha PRZEWODNIKA z murku): Obywatele! Cisza! Uspokójcie się! Razem z panami Plewińskim, Wróblem i resztą delegacji wracamy właśnie od gubernatora! Generał Lipošćak ugiął się przed naszymi żądaniami. Obywatele, dzień jutrzejszy, 16 października 1918 roku, będzie dla nas wielkim świętem! Z samego rana generał Lipošćak w uwzględnieniu wytworzonej się wyjątkowej sytuacji na swoją odpowiedzialność zwolni z więzienia na Zamku 42 polskich patriotów, którzy...

CYWIL I: Jak to 42? Co to znaczy 42?

CYWIL II: Mało, niech zwolnią wszystkich!

CYWIL III: Wszyscy albo idziemy na pałac! (Do któregoś z widzów:) No co, źle mówię?! Krzycz pan! Wszy-scy, wszy-scy, wszy-scy!!!

WOJDALIŃSKI (przekrzykuje): Obywatele! Generał-gubernator Lipošćak obiecał zaprzestania rekwizycji towarów na lubelskich rogatkach...

CYWIL III: Sam zawiśnie na rogatce!

CYWILE (cały czas zachęcając do skandowania widzów): Wszy-scy! Wszy-scy! Wszy-scy!

WOJDALIŃSKI: To jest prowokacja! Obywatele, nie dajcie się...

CYWILE: Wszy-scy! Wszy-scy! Wszy-scy!

CYWIL III: Gubernator uzurpator! Wojdaliński – pismak świński!

CYWILE śmieją się głośno. Trącają łokciami widzów. „Ale mu powiedział! Dobre, nie?” i inne takie. Któryś z milczących dotąd CYWILI podchodzi do WOJDALIŃSKIEGO, naradzają się chwilę, podczas gdy inni wciąż wznoszą okrzyki „Wszy-scy! Wszy-scy!”.

WOJDALIŃSKI: Cisza! Ci-sza!!! Obywatele, po naradzeniu się z delegatami pójdę jeszcze raz do gubernatora. Zażądamy zniesienia przymusowej młocki po wsiach za pośrednictwem oddziałów wojskowych, zniesienia rekwizycji miodu i masła, zezwolenia włościanom na swobodny przemiał zboża, oddania Polskiej Centrali Handlowej całego zapasu surowców będących w posiadaniu centrali austriackiej...

CYWIL III: Taaa, pewnie! I jeszcze kiełbasy! Uwo-lnić wię-źniów polity-cznych!

CYWILE: Uwo-lnić wię-źniów polity-cznych!

WOJDALIŃSKI: ...oraz uwolnienia wszystkich więźniów politycznych, żołnierzy polskich i legionistów, na których nie ciążą zarzuty kradzieży, rabunku czy zabójstwa.

CYWIL III: A tam! Towarzysze, obywatele, sami weźmiemy pałac!

CYWIL IV (daje III po pysku): Socjalista cholerny! Brawo Wojdaliński! Wojdaliński niech idzie!

CYWILE: Woj-da-li-ński do pa-ła-cu! Woj-da-li-ński do pa-ła-cu! Woj-da-li-ński do pa-ła-cu!

WOJDALIŃSKI: Za mną!

WOJDALIŃSKI zeskakuje z murku i idzie w stronę pałacu. CYWILE za nim, skandując. Jakby widzowie jeszcze nie rozumieli, co mają robić, niech ich biorą pod ręce, namawiają, apelując do patriotyzmu, a nawet grożą.



SCENA 2 – Pałac Gubernatorski

Gdy tłum zbliża się do pałacu, z budynku wysypuje się pododdział austriackiego wojska.

DOWÓDCA: Achtung! Reihen, durchdecken! (Uwaga! W szereg, wyrównać!)

Żołnierze stają w szeregu frontem do nadchodzących. CYWILE cichną.

DOWÓDCA: Bajonett auf! Laden! (Bagnet na broń! Ładuj!)

Żołnierze wymierzają karabiny w tłum. W oknie pojawia się Lipošćak – w generalskim mundurze, z cygarem. Nieźle, gdyby po otworzeniu okna, dobiegły dźwięki jakiejś charakterystycznej c.k. muzyki – jakiś wiedeński walc albo marsz. DOWÓDCA daje znak WOJDALIŃSKIEMU, że może przejść. WOJDALIŃSKI wchodzi do budynku.

CYWILE: Wo-jda-li-ński! Wo-jda-li-ński! Wo-jda-li-ński!

PRZEWODNIK (gdy mówi, widać w oknie Lipošćak i WOJDALIŃSKIEGO, jak kłócą się, gestykulując): 15 października 1918 r. Ryszard Wojdaliński, redaktor naczelny „Głosu Lubelskiego” i jeden z liderów Zjednoczenia Narodowego, trzykrotnie chodził z delegacją do pałacu gubernatorskiego, żądając kolejnych ustępstw od ostatniego generał-gubernatora lubelskiego Antona Lipošćaka i otrzymując je. Jednak nikt w tłumie patriotów zebranych na Placu Litewskim nie wiedział wówczas, że decyzja o zwolnieniu nazajutrz grupy więźniów politycznych została podjęta przez gubernatora wiele godzin wcześniej. Redaktor Wojdaliński dowiedział się o niej przypadkiem, gdy został wezwany do urzędu cenzury. Podczas gdy cenzor, dr Wysocki, rozmawiał przez telefon z generałem, on łowił każde słowo...

CYWIL I: Naprawdę?

CYWIL II: Nie łżesz pan?

CYWIL III (wycofując się ukradkiem): Cwany pismak...

Lipošćak: (wrzeszczy) Ruhe! Tsiho! (po chwili grzeczniej) Maine Damen und Herren, bitte!... Cesarsko-królewska administracja Generalnego Gubernatorstwa Lubelskiego czyni starania...

CYWIL I: Więźniowie!

Lipošćak (chwilę naradza się szeptem z WOJDALIŃSKIM): Ja, Gefangene... Wydałem polecenia odpowiednim urzędnikom, aby przejrzeli wszystkie akty oskarżenia i ci wszyscy, przeciwko którym nie ma zarzutów o przestępstwa pospolite, niezwłocznie zostaną zwolnieni.

CYWILE: Wszy-scy! Wszy-scy! Wszy-scy!

WOJDALIŃSKI: Obywatele, słyszeliśmy wszyscy, co powiedział pan generał. Więźniowie zostaną zwolnieni, rozejdźcie się do domów!

CYWILE biją brawo. CYWIL II intonuje „Mazurek Dąbrowskiego”, CYWIL III „Krew naszą długo leją katy”. PRZEWODNIK z powrotem kieruje widzów i CYWILI w głąb placu.

DOWÓDCA: Patronen versorgen! Bajonett ab! Fällt das Bajonett! Schultert! Doppelreihen! Rechts! Marschieren! (Rozładuj broń! Zdjąć bagnety! Bagnet do pochwy! Na ramię broń! Dwuszereg! W prawo zwrot! Marsz!)

Żołnierze austriaccy idą już jako patrol w stronę 3 Maja, potem zawracają i podczas gdy widzowie są świadkami kolejnych wydarzeń, oni chodzą wokół placu.



SCENA 3 – Plac Litewski (przeniesienie rozmów, które w rzeczywistości rozegrały się w Pałacu Gubernatorskim)

PRZEWODNIK: Nie tak dawno prezydent Kaczyński i premier Tusk tak wyrywali sobie rządowy samolot, że niemal urwali skrzydło. Ten sposób prowadzenia polityki ma w naszym kraju długą tradycję. 23 października 1918 roku lojalna dotąd wobec władz okupacyjnych warszawska Rada Regencyjna zamianowała – już bez porozumienia z okupantami – rząd Józefa Świeżyńskiego. Nie minęły dwa tygodnie, jak 3 listopada premier Świeżyński wydał odezwę rozwiązującą Radę Regencyjną, a ta w odpowiedzi wydała kontrodezwę dymisjonującą gabinet Świeżyńskiego. Zanim to jednak nastąpiło, 30 października 1918 roku Komisarzem Generalnym polskiego rządu na Generalne Gubernatorstwo Lubelskie został mianowany Juliusz Zdanowski...

Podczas gdy to mówi, jeden z ŻOŁNIERZY austriackich ukradkiem odłącza się od patrolu i wchodzi między widzów. Kręci się między nimi i próbuje sprzedać karabin. Zaczyna wysoko, schodzi w końcu do litra wódki.

Lipošćak i ZDANOWSKI idą przez plac spacerowym krokiem, wchodzą między widzów.

ZDANOWSKI (do widzów): Przepraszam, przepraszam...

Lipošćak: Entschuldigung... Pszepaszam... (Niech też zasalutuje szarmancko jakiejś ładnej pani.) Mówiłem panu, Herr Zdanowski, że może pan sobie brać władzę choćby jutro.

ŻOŁNIERZ, widząc generała, dyskretnie się ulatnia i dołącza do patrolu.

Lipošćak: Ja mam wystarczająco dużo własnych kłopotów z ewakuacją armii. Czego pan właściwie ode mnie oczekuje?

ZDANOWSKI: Aby do końca listopada zapewnił pan spokój i bezpieczeństwo w Gubernatorstwie. Tutaj jest proponowany przeze mnie kalendarz przejmowania władzy. (Podaje jakiś papier.)

Lipošćak: Do końca listopada?!

ZDANOWSKI: Już trzy razy telefonowałem dziś do Warszawy. Zamach stanu bliski, a oni mnie pytają, czy przysłać więcej strażników leśnych!

Lipošćak: A generał Rozwadowski przyśle posiłki?

ZDANOWSKI: Rozwadowski?! On tylko posłał telegramy do powiatów, żeby każdy starosta odszukał najstarszego stopniem cymbała w powiecie i kazał mu zbierać ludzi! Cała nadzieja w panu...

Lipošćak: We mnie?!

ZDANOWSKI: Panie generale, jest jeszcze czas. Wciąż ma pan pod komendą kilka tysięcy ludzi, a piłsudczycy może parę setek byłych legionistów!

Lipošćak: No cóż, jak pan sobie życzy. (Do kogoś z widzów:) Entschuldigung Sie bitte, ma pan(i) może wieczne pióro?

Niech rozpytuje, aż ktoś mu da coś do pisania, długopis zapewne. Lipošćak niech obejrzy ze zdziwieniem ten dziwaczny dla niego wynalazek, w końcu podpisze papier ZDANOWSKIEGO.

Lipošćak (oddaje długopis): Danke schön. (Podaje papier ZDANOWSKIEMU.) Do widzenia panu. (Odchodzi.)

ZDANOWSKI ogląda dokument, składa go i chowa do kieszeni. Rozpychając się, przybiega WOJDALIŃSKI z gazetą w garści.

WOJDALIŃSKI: Jak dobrze, że widzę pana komisarza! Czytał pan? Ten Lipošćak zwariował. On wyobraża sobie, że będzie tu gubernatorem do 1 grudnia. Trzeba od razu przejąć władzę. Może pan dysponować całą Strażą Bezpieczeństwa, Sokołem i dowborczykami. Na jutro zwołamy taką manifestację jak 15 października i pójdziemy do pałacu objąć władzę. Z panem na czele! Jeżeli wtedy ten Lipošćak tak się nas wystraszył, że zwolnił wszystkich więźniów politycznych, to teraz tym bardziej.

ZDANOWSKI (śmieje się): Czy pan aby nie ma gorączki, panie redaktorze? (Poklepuje go protekcjonalnie po ramieniu.) „ Ten Lipošćak”, jak to pan ujął, gotów jest dać mi władzę choćby zaraz. Ale po co? Ja, proszę pana, nie chcę robić bałaganu, jeśli coś można załatwić spokojnie i planowo. (Wyjmuje z kieszeni papier.) Widzi pan? To jest kalendarz przejmowania agend. Generał dopiero co był go podpisał.

WOJDALIŃSKI: Co?! Ależ...

ZDANOWSKI: Niech każdy robi, co do niego należy. Pan niech pisze w gazecie, a ja będę przejmował władzę od Austriaków.

ZDANOWSKA (przepycha się przez tłum): A, tu jesteś Juliuszu! O, pan redaktor! (Wita się z WOJDALIŃSKIM.) Kolacja stygnie. (Bierze męża pod ramię i kieruje go w stronę Niecałej.) A może i pan da się zaprosić, panie redaktorze?

WOJDALIŃSKI: Pani wybaczy, nie mam apetytu...

Od strony Maneży słychać głośne krzyki: „Halt! Halt!”.

WOJDALIŃSKI: Przepraszam panią, dziennikarskie obowiązki...

Wyciąga notes, biegnie w tamtym kierunku. WOJDALIŃSCY odchodzą w kierunku ul. Staszica.



SCENA 4 – Maneż

PRZEWODNIK (przyspiesza, prawie biegnie, dyszy trochę, ciągnąc w pośpiechu widzów w kierunku skrzyżowania Krakowskiego Przedmieścia z 3 Maja): Słyszeli państwo o torcie Sachera albo o wiedeńskim Sacher Hotel? W gmachu obecnego banku mieścił się Klub Oficerski, gdzie jeden z kucharzy ze słynnej dynastii wiedeńskich Sacherów był szefem kuchni, a cesarsko-królewscy panowie oficerowie przegrywali żołdy w skata i brydża. W Klubie odbyło się zebranie polskich oficerów służących w armii austro-węgierskiej, na które zaproszono delegatów wojskowych czeskich i południowosłowiańskich. Prowadzący zebranie por. dr Kuśnierz zaapelował do zgromadzonych, by poddano się „zwierzchniej władzy polskiej”. Por. Stanisław Sosabowski wezwał obecnych, by nazajutrz, 2 listopada, złożyli przysięgę na Placu Katedralnym, natomiast ppłk Stefan Pasławski, pokazując stosowne pełnomocnictwa rządowe, zapowiedział objęcie dowództwa nad wojskiem w Lublinie. Czesi zadeklarowali pomoc przy ochronie magazynów i pomieszczeń administracyjnych przed rabunkiem.

Na placu niedaleko przejścia stoją trzej OFICEROWIE. Mogą rozmawiać półgłosem, któryś może wyciągnąć papierosa, a inny podać mu ogień. Oficerowie mają austriackie mundury, ale na czapkach przypięte kokardy w kolorach narodowych (np. polska, żydowska biało-niebieskie, ukraińska niebiesko-żółte, czeska biało-czerwono-niebieska). Obok CHŁOPAK z biało-czerwoną opaską i pistoletem próbuje rozbroić patrol ŻOŁNIERZY. Ci patrzą na niego, nie bardzo wiedząc, co robić.

CHŁOPAK: Halt! W imieniu rządu Polskiego rozkazuję złożyć broń.

ŻOŁNIERZE wybuchają śmiechem, któryś repetuje karabin.

CYWIL III (do widzów): Co tak stoicie?! Ruszyłby się któryś! (Wyciąga ze dwóch widzów.) Chodźże pan! I pan! Pomożecie!

CYWILE: Wszyscy idziemy!

PRZEWODNIK ciągnie grupę w stronę chłopaka. ŻOŁNIERZE rozglądają się na boki, czują przewagę liczebną. Jeden odbiega w stronę OFICERÓW. Salutuje, coś zaczyna tłumaczyć. Razem z oficerami zbliżają się do grupy.

OFICER: A czyi wy jesteście żołnierze?

ŻOŁNIERZ: Melduję posłusznie, Herr Oberleutnant, Austriacy!

OFICER: No to co mnie to obchodzi? Nie ma już Austro-Węgier. Ja jestem Czechem/Ukraińcem/Żydem (zależy, jaki się trafił).

ŻOŁNIERZ: No to co my mamy robić, Herr Oberleutnant?

OFICER: Co chcecie, ale ja bym złożył broń.

CYWILE (podbiegają do ŻOŁNIERZY i odbierają im karabiny): Precz z okupacją! Niech żyje Polska!

CYWILE zakładają biało-czerwone opaski i razem z CHŁOPAKIEM formują patrol. CYWIL III wyciąga zza pazuchy flaszkę wódki, kawał kiełbasy i bochenek chleba. Wciska to ŻOŁNIERZOWI, któremu zabrał karabin. Pokazuje mu palcem, gdzie ma iść i daje kopa na drogę. ŻOŁNIERZ kiwa głową i potulnie się oddala. Nadbiegają GAZECIARZE, sprzedają po groszu gazety widzom.

GAZECIARZ I: „Głos Lubelski”. Na placu Katedralnym przysięga polskich żołnierzy na wierność Radzie Regencyjnej. Pułkownik Pasławski dowódcą wojska polskieee... „Głos Lubeee...”

GAZECIARZ II: „Ziemia”! „Ziemia Lubelska”! W Kuchni Ludowej na Szerokiej zebrała się Wojskowa Rada Żydowska.

GAZECIARZ III: W kinoteatrze „Rusałka” wybrana Lubelska Rada Delegatów Robotniczych.

OFICEROWIE odchodzą przez nikogo niezaczepiani. WOJDALIŃSKI biegnie za nimi, o coś pyta i zapisuje w notesie. Oficerowie żegnają się, rozchodzą, zostaje i dalej rozmawia z dziennikarzem tylko ten z polską kokardą. Uzbrojeni CYWILE stają na warcie przed Pocztą Główną.



SCENA 5 – Poczta Główna

PRZEWODNIK podprowadza widzów naprzeciwko poczty. Odwrócony do niej plecami nie widzi samego budynku. W tym samym czasie w stronę stojących na warcie CYWILI z opaskami skradają się PEOWIACY. Inna ich grupa podchodzi do OFICERA.

PRZEWODNIK (spokojnie, jakby nigdy nic): Gmach lubelskiej Poczty Głównej w kształcie, jakim widzimy go obecnie pochodzi z 1861 roku, ale już w latach 20. XIX w. stał tu budynek tzw. Starej Poczty, przy której mieściła się stacja dyliżansów. Zbudowano go w miejscu drewnianego zajazdu należącego do kapucynów z pobliskiego klasztoru. Po przejęciu od Austriaków kontroli nad większością urzędów, budynek poczty i znajdujący się w nim telegraf jako jedne z pierwszych znalazły się w rękach polskiej administracji. Uspokoiło to nastroje...

PEOWIAK I (strzela w powietrze przy poczcie): Ręce do góry! W imieniu Rządu Tymczasowego Republiki Polskiej oddać broń!

CYWILE oddają broń. PEOWIACY zdejmują im opaski.

CYWIL I: Jakiego rządu?

CYWIL II: Jakiej, u licha, republiki?

GAZECIARZ (biegnie w stronę placyku przed DT Centrum i stojącego na ulicy OFICERA): W nocy z 6 na 7 listopada 1918 roku ukonstytuował się w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy! Ignacy Daszyński premieee...

PRZEWODNIK prowadzi widzów w tę samą stronę.

GAZECIARZ II: Zamach stanu! Centrum Lublina w rękach oddziałów Rządu Tymczasowego!

OFICER zdziwiony przywołuje GAZECIARZA. Grzebie w kieszeni, wyciąga monetę. W tej samej chwili podbiegają do niego PEOWIACY.

PEOWIAK II: W imieniu Rządu Tymczasowego jest pan internowany.

OFICER (sięga po pistolet): Jakim prawem?!

PEOWIAK (przystawia mu lufę): Proszę nie stawiać oporu!

PEOWIACY rozbrajają OFICERA, prowadzą go w stronę placyku.

CYWIL III: Pod pałac! No tam chyba coś wiedzą!

PRZEWODNIK prowadzi widzów w stronę pałacu. Wśród ludzi biegają GAZECIARZE i sprzedają po groszu gazetę.

GAZECIARZE: Wojska Rady Regencyjnej na linii Bystrzycy! Oddziały wierne rządowi trzymają się na moście!



SCENA 6 – Pałac Gubernatorski

Do gości dołączają PEOWIACY spod poczty. Ewentualnie niech 1-2 zostanie na warcie. Pozostali rozpychają ludzi, żeby zrobić miejsce gen. LipošćakOWI, który idzie od strony Pałacu Gubernatorskiego z walizką w ręką. Na czapce ma czerwono-białą chorwacką szachownicę. Generał spokojny i całkiem zadowolony idzie w stronę południowej strony placu, czyli ku poczcie. Peowiacy salutują mu, generał odsalutowuje, może się też uśmiechnąć do jakiejś ładnej pani spośród widzów albo jak już tam uważa. CYWILE już bez opasek dołączają do gości jako całkowici cywile.

W oknie pałacu staje DASZYŃSKI.

GAZECIARZE: Całe wojsko polskie złożyło przysięgę na wierność rządowi Daszyńskiego! Rydz-Śmigły ministrem wojny w zastępstwie Piłsudskiego! Rada Regencyjna rozwiązana!

DASZYŃSKI: Obywatele, dziś w nocy ukonstytuował się pierwszy rząd niepodległej Republiki Polskiej, powierzając mi funkcję prezesa rady ministrów...

CYWIL III: Cicho tam! Niech mówi!

GAZECIARZE przestają hałasować.

DASZYŃSKI: Jeszcze w tym roku zostanie zwołane pierwsze posiedzenie sejmu. Państwo polskie, obejmujące sobą wszystkie ziemie zamieszkałe przez lud polski, z własnej wybrzeżem morskim, uznaje wszelką dotychczasową własność tak prywatną, jak i państwową. Swem obywatelom, bez różnicy pochodzenia, wiary i narodowości, zapowiadamy równouprawnienie, wolność sumienia, słowa, zgromadzeń, jak też strejków. Ustalamy we wszystkim przemyśle, rzemiosłach i handlu 8-godzinny dzień pracy...

CYWIL III: I długie weekendy!

PEOWIACY wyławiają go z tłumu i wyprowadzają.

DASZYŃSKI znika.

PRZEWODNIK: Rząd lubelski sprawował władzę krótko, bo już 12 listopada Ignacy Daszyński wraz z częścią ministrów udał się do Warszawy i złożył dymisję na ręce Józefa Piłsudskiego. Jednak jeszcze 17 listopada lubelski gabinet wydał dekrety o 8-godzinnym dniu roboczym i ustalił minimum socjalne dla służby folwarcznej. Choć lewicowy i krytykowany przez narodową prawicę, nie był to rząd wszystkich Polaków, jednak pierwszy ogłosił się tymczasowym rządem Polski obejmującej ziemie wszystkich trzech zaborów. Przygotował grunt polityczny dla Józefa Piłsudskiego jako Naczelnika Państwa i powstania rządu Jędrzeja Moraczewskiego, czyli dla II Rzeczpospolitej. Lublin przez 10 dni był tymczasową stolicą niepodległego państwa polskiego. Drugi raz coś podobnego przydarzyło się naszemu miastu latem 1944 roku, niestety wówczas z niepodległością nie miało to już nic wspólnego... Ale cieszmy się z 90 rocznicy powstania II Rzeczpospolitej, Rzeczypospolitej lubelskiej. Dziękuję Państwu za wspólną podróż w czasie do jesieni 1918 roku.